Bunkier „Krysia”



 

 

Jest takie miejsce na warszawskiej Ochocie przy ulicy Grójeckiej 79. Przed wojną (pod ówczesnym adresem Grójecka 81) swoje gospodarstwo ogrodnicze miał 32-letni Mieczysław Wolski. Na terenie o powierzchni ponad jednego hektara zamkniętym ulicami Grójecka – Wolnej Wszechnicy – Opaczewska (obecnie ta część to Banacha) gospodarzył wraz ze swoją matką Małgorzatą oraz siostrami Haliną i Wandą, którym pomagał nastoletni siostrzeniec Janusz Wysocki.

7 marca mija kolejna rocznica wykrycia przez Gestapo ok. 40-tu Żydów, którzy byli ukrywani przez Wolskiego w  ziemiance pod  szklarnią na terenie jego gospodarstwa. Bunkier, w którym mieszkali uciekinierzy z warszawskiego getta – największą kryjówkę Żydów po aryjskiej stronie w granicach Warszawy nazywano pieszczotliwe „Krysia”, co zapewne ze względów bezpieczeństwa w warunkach konspiracji ułatwiało otaczanie go ochroną. „Idę do Krysi”, „co tam słychać u Krysi”, „trzeba zrobić zakupy dla Krysi” - taki szyfr pomagał utrzymać to „mini-miasteczko” we względnym bezpieczeństwie.

Wszystko zaczęło się w 1942 roku gdy siostra Mieczysława Wolskiego – Halina w porozumieniu z nestorką rodu Małgorzatą przyprowadziła do domu żydowską dziewczynę o imieniu Wiśka. Rodzina Wolskich otoczyła ją troskliwą opieką traktując jak członka rodziny.

Przed wojną w dużym, dwupiętrowym domu Wolskich mieszkało kilka rodzin żydowskich, a ojciec Mieczysława znany był z tego, że miał bardzo życzliwy stosunek do Żydów, a wielu żydowskich kupców kupowało u niego warzywa i owoce sprzedawane potem w całej Warszawie. Ojciec Mieczysława wg słów Emanuela Ringelbluma był człowiekiem uczciwym, znanym ze szlachetnego charakteru. Nie rozumiał niechęci do Żydów i w tym duchu wychował swoje dzieci, którym wpajał zasady sprawiedliwości i jednakowego traktowania wszystkich, bez różnicy wyznania i narodowości. Tę tradycję po śmierci męża przejęła jego żona Małgorzata, matka Mieczysława.

Po kilkutygodniowym pobycie u rodziny Wolskich Wiśka, prawdopodobnie w porozumieniu z funkcjonującą w getcie Żydowską Samopomocą Społeczną, wraz z Wolskim udała się do getta, gdzie ustalono plan budowy kryjówki i szmuglowania uciekinierów na aryjską stronę. Do pomocy w budowie podziemnego schronu przemycono z getta kilku Żydów, których w czasie pracy ukrywano w piwnicy domu Wolskich.

W latach 1942-1944 w w bunkrze ukrywało się ok. 10 rodzin żydowskich, w większości ze środowisk inteligenckich. Wśród nich był wspomniany już Emanuel Ringelblum, znany i ceniony przed wojną historyk ukrywający się wraz z żoną Judytą i synem Urim. Podczas pobytu „u Krysi” Ringelblum napisał kilka esejów nt. losu Żydów w okupowanej Polsce, w tym – najsłynniejszy – o stosunkach polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej.

Poza nim w ziemiance mieszkali m.in. adwokat Tadeusz Klinger, właściciel kilku piekarni Gitter, restaurator Rawicz oraz doktor Cendrowicz.

Wszyscy lokatorzy kryjówki pełnili dyżury polegające na sprzątaniu, wynoszeniu śmieci i nieczystości, pilnowaniu wyjścia itp. Ponadto Ringelblum przy pomocy Wolskiego utrzymywał stały kontakt z przedstawicielami Żydowskiego Komitetu Narodowego. Koszt utrzymania schronu był pokrywany częściowo przez konspiracyjną Radę Pomocy Żydom (Żegota) i częściowo przez samych ukrywających się, którzy część funduszy zdeponowali u rodziny Wolskich. Każdy nowo-wprowadzający się do „Krysi” musiał na wstępie wpłacić 10 tysięcy złotych, a później uiszczał regularnie określoną kwotę pieniędzy na pokrycie przede wszystkim kosztów wyżywienia. Wszystkie istniejące źródła, zarówno polskie, jak i żydowskie podkreślają słowność, uczciwość i wyjątkową skrupulatność rodziny Wolskich, która zawiadywała wydatkowaniem powierzonych im funduszy.

Aby „usprawiedliwić”  olbrzymie ilości artykułów spożywczych zakupowanych na wyżywienie całej ukrywającej się gromady, Wolski otworzył na parterze swojego domu sklep spożywczo-warzywny. Całością i logistyką tego niespotykanego w warunkach okupacji przedsięwzięcia kierował on sam, a z dwóch sióstr mieszkających przy Grójeckiej – Halina kupowała żywność, a Wanda odpowiadała za jej dostarczenie (i przy okazji utrzymywanie bunkra w czystości). Dwie starsze również pomagały – Eugenia Warnocka dostarczała korespondencję, Maria Czekajewska natomiast – z zawodu pielęgniarka służyła pomoc medyczną w razie takiej potrzeby. Sklep z kolei prowadziła kolejna siostra Wolskiego – Leokadia Borowiakowa. Matka – Małgorzata Wolska wspierała ukrywających się dobrym słowem, podtrzymywała na duchu i łagodziła wszelkie nieporozumienia i niesnaski, bowiem w tak dużej grupie ludzi gnieżdżących się na 28 metrach kwadratowych dochodziło nierzadko do kłótni i coraz częstszych chwil zwątpienia. Choć warunki zamieszkania jak na tego typu locum i okoliczności zewnętrzne były niemal komfortowe (bieżąca woda, kuchenka, prycze), to jednak mieszkańcom dokuczał nieznośny zaduch (brak cyrkulacji powietrza – klapę ziemianki otwierano jedynie po zmroku kiedy gospodarstwo opuścili pracownicy najemni zatrudnieni przez  Wolskiego), pluskwy, konieczność utrzymania za dnia bezwzględnej ciszy i nieznośny zapach nieczystości (kubeł znajdował się wewnątrz za parawanem. Mieszkańcy mogli jedynie nocą wychodzić na krótki spacer po ogrodzie, zachowując przy tym ciszę, co najbardziej doskwierało dzieciom, którym brakowało ruchu i nieskrępowanej zabawy.

Janusz Wysocki – siostrzeniec Mieczysława pełnił najczęściej dyżury przy wejściu na posesję i ostrzegał rodzinę i ukrywających się Żydów przed potencjalnym niebezpieczeństwem gwiżdżąc głośno jeden z przedwojennych szlagierów, gdy np. zbliżał się patrol Niemców lub zauważył coś podejrzanego.

Bunkier wykopano pod szklarnią przylegającą do sąsiednie  parceli, na której działała francuska firma „Piver” produkująca kosmetyki i jak podają niektóre źródła – piecyk i kuchenkę znajdujące się w kryjówce podłączono do przewodu kominowego tejże fabryczki, dzięki czemu można było w środku gotować, a zimą ogrzać się.

Opieka nad schronem, jego  mieszkańcami, organizacja ich życia w znośnych warunkach wymagała od całej rodziny Wolskiego bezwzględnego, bezgranicznego wręcz oddania i  nieustającej czujności, co w ciągu dwóch lat opieki nad ukrywającymi się skazało całą rodzinę na zrezygnowanie z kontaktów towarzyskich i w miarę spokojnej, ustabilizowanej jak na warunki okupacyjne egzystencji.  Wolscy udźwignęli odpowiedzialność za żydowskich współbraci i wywiązali się z przyjętych bezinteresownie szlachetnych obowiązków. O „mózgu” tej brawurowej operacji tak pisał Ringelblum: „Chłop z fantazją, dobry do wypitki i wybitki, lubiący ryzyko i hazard dla samego hazardu”.  Jak podkreślał – Wolski był: „duszą i ciałem oddany swej najdroższej kochance – pani Krysi”.

Siódmego marca 1944 roku na teren gospodarstwa wtargnęli Niemcy. Janusz – widząc co się święci uciekł i skrył się w ziemiance. Hitlerowcy „bezbłędnie” skierowali się do szklarni. Wyciągnęli i jego i ukrywających się Żydów , i – wraz z Mieczysławem Wolskim wywieźli na Pawiak. Schron obrzucili granatami , po uprzednim splądrowaniu go, gdzie znaleźli sporą 

sumę pieniędzy i złoto. Trzy dni później wszystkich Żydów i obu krewnych – Mieczysława i Janusza rozstrzelano w ruinach getta.

Historycy podają, że Gestapo wpadło na trop „Krysi” wskutek denuncjacji 18-to letniego Jana Łukińskiego, znanego na Ochocie szmalcownika i konfidenta. Łukiński w jakiś czas później został zlikwidowany przez polskie państwo podziemne w bramie domu przy ulicy Pługa 1/3, gdzie mieszkał.

4 czerwca 1989 roku (jakże znamienna data w historii Polski) pięcioro członków rodziny Wolskich – Mieczysław, jego matka Małgorzata, siostry Halina Wolska-Michalecka, Wanda Wolska-Szandurska i najmłodszy – Janusz Wysocki zostali odznaczeni medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. 27 kwietnia 1990 roku na ścianie pawilonu stojącego w miejscu, gdzie znajdowało się gospodarstwo Wolskiego umieszczono tablicę upamiętniającą wydarzenia z lat niemieckiej okupacji.

Napis głosi:

„W tym miejscu znajdowała się ziemianka, w której rodzina Wolskich, miejscowych ogrodników, ukrywała w latach 1942-1944 około 40 Żydów, uciekinierów z Getta Warszawskiego, wśród nich znanego historyka dr-a. Emanuela Ringelbluma, badacza dziejów Żydów Polskich, organizatora tajnego „Archiwum Getta” . W marcu 1944 roku po ujawnieniu ziemianki hitlerowcy wymordowali wszystkich ukrywających się w niej Żydów oraz ich opiekunów”.

 

Bądźmy dumni i pamiętajmy o naszych lokalnych bohaterach, mieszkańcach Ochoty, Mieczysławie Wolskim, jego Matce, siostrach, siostrzeńcu. Oni zasługują na szacunek i cześć podobnie jak rodzina Ulmów, która ratowała swoich żydowskich sąsiadów i jak wielu, wielu innych Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej.

 

 

                                                         Andrzej Jegliński

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

POLSKI CMENTARZ WOJENNY NA MONTE CASSINO

Morsowanie w Parku Szczęśliwickim

Uśmiech Tuska